Projekt Dzikiej Jabłoni – Przygody z książką cz. 4

I tak oto mamy już czwarte spotkanie w ramach projektu Dzikiej Jabłoni.Print

Dzisiaj chciałabym poruszyć temat audiobooków.

Bajki do słuchania towarzyszyły nam od dawna. Zapewne niektórzy pamiętają audycje radiowe dla dzieci, w których czytane były różne baśnie. Być może niektórzy pamiętają z dzieciństwa również płyty winylowe z bajkami i baśniami? Ja pamiętam. Miałam nawet małą kolekcję.

Obecnie zarówno płyty winylowe, jak i audycje dla dzieci odeszły w niepamięć. Bodajże jedna tylko rozgłośnia ma w swojej ramówce program kierowany do najmłodszych. Dzieci wolą połączenie fonii i wizji. Samo audio nie zawsze im wystarcza. A szkoda.

Obecnie wydawnictwa proponują jednak książkę w wersji audio. Czy jest to jednak dobry pomysł? I kto tak naprawdę je kupuje lub wypożycza?

Na pewno jest to świetne rozwiązanie dla osób, które mają problemy ze wzrokiem. Bez przemęczania oczu mogą zapoznać się z tym, co jeszcze do niedawna było trudno osiągalne. Mogą więc rozwijać się na równi z innymi.

Kolejna grupa zainteresowanych tego typu książkami to osoby, które nie cierpią czytać, a muszą zapoznać się z lekturą. Zamiast sięgnąć po książkę drukowaną, włączają sobie np w drodze do szkoły rozdział audiobooka. I choć nie zastąpi im to kontaktu z „prawdziwą” książką, to jednak jest lepszym rozwiązaniem niż czytanie opracowań.

Jest jeszcze jedna grupa do których audiobooki są adresowane. Małe dzieci. Wielu rodziców lubi czytać swoim pociechom przed snem. Zdarzają się jednak chwile, gdy nie mogą tego zrobić. Nie trzeba wtedy rezygnować z przyjemności, jaką daje dziecku obcowanie z literaturą. Warto włączyć coś sprawdzonego, przy czym się wyciszy. Na pewno jest to o wiele lepsze rozwiązanie niż bajki w telewizji. I nie o to chodzi, że jestem im przeciwna (bo nie jestem, o ile są dobrane do wieku dziecka i czegoś uczą). Uważam, że bajki z wizją często pozbawiają wyobraźni. Te na płytach natomiast właśnie ją pobudzają. I dziecko nie musi słuchać ich samo. Można przytulić się do niego, zamknąć oczy i przenieść w zupełnie inny świat. Nawet jeśli maluch woli w takich momentach byc sam, słuchanie dużo mu daje. Oprócz wspomnianego już pobudzania wyobraźni, uczy skupienia, bycia w ciszy aby usłyszeć co ktoś mówi (a więc poszanowania dla wypowiedzi innych  osób). Przede wszystkim jednak, zaznajamia od najmłodszych już lat z literaturą.

Na polskim rynku wydawniczym jest wiele pozycji adresowanych do dzieci. Warto się zastanowić, co dziecko lubi. I, co chyba najważniejsze, czy będzie zainteresowaną taką formą zapoznania się z książką. Z doświadczenia wiem jednak, że na ogół dzieci chętnie słuchają nagrań. I jest to dobry sposób na starsze przedszkolaki, które bronią się przed drzemką. Można bowiem wprowadzić zwyczaj codziennego leżakowania połączonego ze słuchaniem bajek, baśni czy wierszy.

Zdjęcie0182

Projekt Dzikiej Jabłoni „Przygody z książką” cz.3

To już trzecie spotkanie w ramach projektu

Print

W poprzednich wpisach polecałam pozycje, które, według mnie, są godne uwagi. Tym razem jednak chciałam poruszyć temat książek grających.

Wiele razy zastanawiałam się nad tym, czym kierują się ludzie wybierając prezenty dla dzieci. Ceną? Jakością? Znaną marką? Tym, że „coś rozwija” lub „stymuluje”? A może sięgają po pierwszą rzecz która wydaje się „fajna”?

Takim przykładem są dla mnie książki grające. I nie chodzi mi tu o audiobooki, lecz zwykłe książeczki, z których, po naciśnięciu odpowiedniego przycisku, usłyszeć można treść zawartą w książeczce. Pozycje te są dość popularne ale czego tak naprawdę uczą? Jeśli chcemy dziecko zainteresować literaturą od najmłodszych już lat, to siadamy przy dziecku, opowiadamy co jest na obrazkach, czytamy. Poza niekiedy bardzo ciekawą treścią, oferujemy maluchowi coś więcej – poświęcony przez nas czas. Czas, w którym jesteśmy do dyspozycji tylko i wyłącznie dziecka. Nie myślimy wtedy o obiedzie, ktory jeszcze trzeba przygotować na dzień następny czy o rachunkach, które trzeba opłacić. Możemy stworzyć wtedy dziecku prawdziwie intymną atmosferę. I choć często tego się nie docenia, to po latach chętnie będziemy wracać pamięcią do tych wspólnych chwil.

A co daje książka „grająca”? Dziecko najczęściej bezmyślnie przekręca kartki i naciska przypadkowe przyciski. Głos, który dobiega z książki, jest mu zupełnie obcy, mechaniczny. Brak w nim tego wyjątkowego ciepła. Nikt nie siądzie przy nim, by pokazać mu, co dzieje się na obrazku. Nie ma tych wyjątkowych wspólnych chwil, nie słyszy głosu bliskiej sobie osoby. Rodzice, często zabiegani, krzątają się gdzieś po mieszkaniu. Aby dziecko nie przeszkadzało, dają mu jedną z tych zabawek czy książek, dzięki którym może zająć się samo sobą i uważają sprawę za rozwiązaną. Mają chwilę dla siebie. Czymże jednak jest ta chwila w porównaniu z tym,  że nie tylko kreujemy czytelnicze bądź antyczetelnicze postawy wśród najmłodszych, ale również z tym, że możemy wtedy pobyc razem, przytulic się, pogłaskać dziecko, dać mu to, czego nie mogliśmy zrobić przez cały dzień.

Może warto więc przed zakupem tego typu książki, która nie wnosi nic, niczego nie uczy ani nie rozwija (a już najmniej kompetencje językowe, które tak usilnie niektórzy wydawcy starają się podkreślić), zastanowić się nad kupnem jakiejś zwykłej, dzięki której książka nie będzie kojarzyła się dziecku z samotnie spędzanym czasem lecz z bliskością i bezpieczeństwem.

Tym razem celowo nie zamieszczam zdjęć. Są na nich bowiem pozycje tylko jednego wydawnictwa. I gdyby tylko ono jedno zajmowało się wprowadzaniem na polski rynek tego typu książek, zapewne bym zdjęcia wrzuciła. Wydawnictw takich jest jednak o wiele więcej.

Projekt Dzikiej Jabłoni „Przygody z książką” cz. 2

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu. Planowałam, że po każdej przeczytanej książce napiszę krótką recenzję. I tak leży kilka książek, które cierpliwie czekają na swoją kolej…

Dzisiaj jednak chciałabym kontynuować wspomniany blisko dwa tygodnie temu projekt Dzikiej Jabłoni „Przygody z książką”.

Print

Podobnie jak i w części pierwszej chciałabym skupić się na książkach, które, moim zdaniem, nadają się dla młodszych dzieci.

Książeczki, które wybrałam tym razem, są dwóch różnych wydawnictw. Całkiem możliwe, że jednak na podobny pomysł wpadły inne firmy wydawnicze.

Pierwsza książeczka, którą chciałabym polecić, to:

Zdjęcie0121

(wyd. Wilga)

Jak sugeruje tytuł, książeczka spełnia zadanie edukacyjne. Jej bohaterem jest tygrysek Bubu, który wędruje po różnych stronach świata poznając przy tym zarówno zwierzęta, jak i ich kolory. Pozycja o tyle ciekawa, że wspomniany tygrysek to pacynka na paluszek. Dzięki temu możemy nie tylko dziecku pokazywać kolorowe obrazki, ale również ćwiczyć motorykę (już dziecko roczne samo chętnie wkłada paluszek i cieszy się, że tygrysek się porusza) oraz wyobraźnię maluszka.

Podobnie jest z drugą książeczką, o której chciałabym wspomnieć. Tym razem wydawnictwa Olesiejuk.

Zdjęcie0120

Tym razem bohaterem jest mały ślimaczek Staś, który zgubił drogę do domu. I choć książeczki do edukacyjnych raczej nie zaliczymy, to, podobnie jak wspomniana wcześniej, także i ta posiada pacynkę, którą chętnie poruszają malutkie paluszki. Ponieważ książeczka została podarowana dziecku, które było wtedy na etapie eksplorowania wszystkiego do buzi, odcięliśmy malutkie czułki ślimaczka (wykone tak, jakby miały za chwilkę odpaść). Poza tym drobnym mankamentem, książeczka bardzo pozytywnie odebrana została przez Maluszka.

Zarówno pierwsza, jak i druga pozycja, to seria wydawnicza. Pacynki, które dołączone są do tych książeczek, to świetna zabawa nie tylko przy czytaniu czy wspólnym oglądaniu obrazków. To także piękne chwile, gdy dziecko poznaje swoje ciało. Sprawdza, że dzięki swoim paluszkom, coś się porusza. Że ono samo wprawia to w ruch. Początkowe zdziwienie szybko przeradza się w radosny uśmiech. Jest to też okazja do wspólnego spędzenia czasu. Bo nie chodzi o to, aby dać Maleństwu kolejną książeczkę i pozostawić samemu sobie. Ale by poświęcić mu swój czas i uwagę.

Projekt Dzikiej Jabłoni „Przygody z książką” cz 1

Blog, na którym jesteście, bierze udział w projekcie Dzikiej Jabłoni, który ma za zadanie propagowanie czytelnictwa wśród najmłodszych.

Print

Na początek chciałabym polecić serię książeczek dla maluchów „Moi przyjaciele” (wydaw. Olesiejuk). Każda z nich to przeuroczy wierszyk o wybranym zwierzątku. I tak mamy np. „Kotki”, „Pieski” czy „Króliczki”. Całość uzupełniona jest bardzo ładnymi ilustracjami (co dla mnie w książeczkach dla najmłodszych jest bardzo ważne). Oglądają ją chętnie maluszki, jak i przedszkolaki.

Książeczki wydane są na tekturowym papierze, co utrudnia małym rączkom szybkie „rozprawienie się” z nimi. Dodatkowym plusem jest ich niski koszt (ok 4 zł, zależnie od źródła).

Zdjęcie0103