Pani Bovary – Gustave Flaubert

Moja pierwsza myśl po przeczytaniu „Pani Bovary” to: „widać, że mężczyzna jest autorem”. Dlaczego? Sama nie wiem. Może ze względu na portret psychologiczny tytułowej bohaterki? Doktor Karol Bovary zostaje wyswatany przez matkę ze starszą od siebie kobietą, już wdową. Po Jej śmierci lekarz ponownie się żeni, tym razem z młodziutką Emmą. Małżeństwo to nie należy jednak do udanych. Młoda małżonka tęskni za czymś nieuchwytnym. Czymś, co jest w rzeczywistości poza Jej zasięgiem. Wydaje pieniądze, zadłuża się, romansuje. Trudno Ją uznać za dobrą matkę czy żonę. Raczej nie zwbudza sympatii czy współczucia u czytelnika. Zresztą jak i Jej mąż. Uległy, spokojny, zakochany w swojej żonie. Może to i byłoby słodkie, wręcz romantyczne. Autor przedstawił Go jednak jako nudnego małżonka. Przynajmniej dla mnie nudnego. I niebywale naiwnego. Wiem, że pozycja ta ma wielu miłośników. Zapewne zlinczują mnie po tym, co chcę napisać. Trudno. Dla mnie postaci w „Pani Bovary” są najzwyczajniej płytkie, egoistyczne i bez wyrazu. Głównych bohaterów nie obchodzi los córeczki. Okazują się słabymi osobami, które nie są w stanie stawić czoła otaczającej ich rzeczywistości. Ta niby powieść psychologiczno-realistyczna zawiera elementy charakterystyczne dla romantyzmu. Nawet jeśli ktoś nie zna daty jej powstania, łatwo się domyśli jaki to okres literacki. Niektórzy dopatrują się w niej również symboli (okna i lustra). Ja jednak nie przepadam za takim „co autor miał na myśli” lub „co autor chciał wyrazić poprzez zastosowanie takiego a takiego symbolu”. Zostawię to polonistom obrzydzającym niekiedy swoją interpretacją (a właściwie narzuconą odgórnie; taką jedyną słuszną) nawet najpiękniejszą książkę 😛 Na zakończenie chciałam dodać, że sam pomysł nie jest według mnie kiepski. Jednak sposób, w jaki autor przedstawił bohaterów i wydarzenia jest nudny. Czytając odliczałam czas do skończenia. A to zdarza mi się tylko wtedy, gdy jest to wyjątkowo, wyjątkowo nudna książka. I za taką uważam „Panią Bovary”. A już powieścią psychologiczno-realistyczną  nie jest. Przynajmniej nie dla mnie 😉