Balladyna – Juliusz Słowacki

Bardzo lubię dramaty. Czyta mi się je bardzo szybko i przede wszystkim przyjemnie. Bardzo też lubię Słowackiego. W przeciwieństwie do Mickiewicza styl Jego jest dla mnie przyjemniejszy w odbiorze. Niem jak to się stało, że nigdy wcześniej nie czytałam „Balladyny”. Niby była to lektura, a jednak jej nie przerabialiśmy. Później jakoś odeszła w niepamięć. Przypomniałam sobie o niej po latach, gdy moja córka miała ją przerabiać. Tak więc sięgnęłyśmy po nią obie. I nie żałuję…

Mimo, że akcja dzieje się w czasach bardzo zamierzchłych, to tematyka w niej poruszona zdaje się być ponadczasowa. Bo czy i dzisiaj nie ma rodziców, którzy zaślepieni miłością do dziecka, nie dostrzegają, że wychowali egoistę, który uważa, że wszystko mu się należy? Czyż i dzisiaj nie ma walki o władzę i dążenie do celu choćby i po trupach? Niekiedy w nieco dosłowniejszym sensie? Niestety, przez tysiące lat nie zmieniliśmy się, wbrew pozorom, nawet odrobinę. Wciąż chcemy więcej i więcej, nie zastanawiamy się czy kogoś przy tym ranimy, odwracamy się od plecami od najbliższych, gdyż zaczynamy się ich wstydzić. Jest to może niesprawiedliwe generalizowanie, bo wśród nas są również osoby przepełnione empatią, wrażliwe na krzywdę innych i pomagające innym z czystej dobroci serca, a nie chęci zysku.

Krótko o fabule. Do ubogiej chaty zawitał zamożny gość marzący o skromnej żonie. Widząc dwie młode dziewczyny, nie wie, którą zabrać ze sobą do zamku. Matka, świata poza Balladyną nie widząca, proponuje aby urządzić konkurs zbierania malin. Ta, która pierwsza zbierze, odjedzie jako narzeczona. Podczas zbierania Balladyna zabija swą siostrę, Alinę. Ukrywa swą zbrodnię mówiąc, że ta uciekła z jakimś młodzieńcem. Wkrótce wraz z matką udaje się na dwór, gdzie ma być od teraz Panią. Jej małżonek, Kirkor, wyjeżdża by przywrócić na tron Popiela, który obecnie prowadzi żywot pustelnika. Młoda żona nie zamierza jednak wiernie czekać na swego małżonka. Zjednuje sobie sporo osób i występuje zbrojnie przeciw Kirkorowi. Po Jego śmierci chce zasiąść na tronie należącym się prawnie zamordowanemu niedawno Popielowi. Jako władczyni proszona jest o wydanei wyroków. Zaślepiona władzą, nie dostrzega, że jeden z nich dotyczy jej samej….

Jest to oczywiście wielki skrót. Nie brak tu bowiem tak charakterystycznych dla okresu współczesnego Słowackiemu wątków ludowych. Dzięki nim oraz przepięknemu językowi przenosimy się się w zupełnie inny (czyżby???) świat, a czytanie „Balladyny” staje się czystą przyjemnością.

Polecam, polecam, polecam 🙂