Wujek Karol. Kapłańskie lata papieża – Paweł Zuchniewicz

Czy zastanawiacie lub zastanawialiście się kiedyś czemu właśnie te, a nie inne książki stają się lekturami? Co musi być w nich takiego, aby nauczyciele chcieli je „przerabiać”? Styl? Historia? Ukryte symbole? Bohaterowie? A może jakiś morał?

Pytanie to zadaję sobie od chwili gdy skończyłam czytać „Wujka Karola”. Książkę słabą. Jedną z najsłabszych jakie miałam okazję czytać. Nie porywa w niej zupełnie nic.

Niby biografia, właściwie fragment życia Karola Wojtyły. Ten, który dotyczy Jego kapłańskiej drogi. Autor wydaje się ślepo zapatrzony w katolickiego księdza. Opiera się na dokumentacji oraz wspomnieniach bliskchi przyszłemu papieżowi osób. Opisuje dróżki, drogi i rozdroża tego sławnego Polaka. Próbuje pokazać jak ciężkie było życie kleru za czasów „komuny”. Prześladowania, aresztowania i ten jeden kapłan, który jest nad wyraz wyrozumiały, zabawny i otwarty. Dla mnie jednak określenie „wielki Polak” jest na wyrost. Celowo sięgnęłam po tę pozycję. Chciałam poznać wielkość tej osoby i nie udało mi się. Nie ma tu nic, co zasługuje na szczególną uwagę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że niektórzy katolicy widzą w Wojtyle Świętego. Nie mogę wciąż zrozumieć czemu? Co takiego zrobił dla Polski? Niekiedy odnoszę wrażenie, że wielkość tego człowieka polegała na tym, że był Polakiem, który trafił do Watykanu. To wszystko.

Prawdopodobnie nie miałabym nic do tej pozycji, gdyby nie była to lektura. Choć nie, miałabym. Bo uważam, że jest bardzo słaba, nudna i nijaka. Poza tym Przede wszystkim nie każdy jest katolikiem i nie dla każdego jest to ważna postać. Czy zresztą nie jest to kolejna książka do przeczytania i zapomnienia? Czy nie lepiej sięgnąć po coś, co bardziej zaintersuje młodych ludzi? Coś, co porusza tematy im bliskie?

Religa – Dariusz Kortko, Judyta Watoła

Zbigniew Religa. Człowiek – legenda. Odważny, oddany całkowicie pacjentom i ich dobru. Jeden z dwóch lekarzy, których szanowałam…. I, jak dla mnie, jeden z największych Polak. Bo nie tylko chciał coś zrobić, ale przede wszystkim robił coś dla innych.

O takich ludziach jak Zbigniew Religa czyta się chętnie. Książka, która wpadła mi w ręce to nic innego jak biografia tego słynnego kardiochirurga. Człowieka wielkiego, dla którego pacjent był najważniejszy. Pan Profesor nie bał się próbować. Szukał innych rozwiązań. Odważył się na transplantację serca. Nie bał się do stołu operacyjnego dopuścić młodych lekarzy. Prowadził badania nad sztucznym sercem. Dla pacjentów chciał zrobić wszystko. I za to go kochano. Niniejsza pozycja zawiera wspomnienia współpracowników, rodziny, pacjentów a także samego Profersora. Uzupełniają ją oczywiście, tak nieodzowne w literaturze tego typu, fotografie.

Opowiada o Profesorze – Ordynatorze, Człowieku, Ministrze. O kimś naprawdę wielkim. O kimś, kto nie bał się „zakasać rękawów” i sprzątać, bu jak najszybciej otworzyć oddział. O kimś, kto potrafił przeprowadzić kilka operacj z rzędu. O kimś, kto przekroczywszy próg rodzinnego domu w Warszawie, potrafił natychmiast wracać do Zabrza, bo ktoś Go potrzebował.

Przyznam, że mi forma przyjęta przez autorów, czyli stosowanie czasu teraźniejszego, nie do końca odpowiada. Momentami nawet drażni. Nie jest to jakaś wybitna pozycja choć o wybitnej personie. Warto jednak po nią sięgnąć. Choćby po to, by dowiedzieć się czegoś więcej o Profersorze Relidze. Człowieku uważanym za Boga. Osobistości, której inne narody mogą nam pozazdrościć. I od której inni lekarze powinni się uczyć…

IMAG4892