Za kogo ty się uważasz – Alice Munro

Są książki, które czytam z zapartym tchem. Są też takie, których końca nie mogę się doczekać. Czytam je tylko dlatego, że mam zwyczaj kończyć to, co zaczęłam. Ta pozycja zalicza się do tej ostatniej kategorii.

Z kilku, pozornie nie powiązanych ze soba opowiadań, poznajemy życie Rose. Żyje ona w małym miasteczku wraz z ojcem, macochą i przyrodnim bratem. Życie jej nie jest usłane różami. Lanie od ojca. Życie szkolne, w którym uczniowie są tak obojętni nauczycielom, że ci nie widzą (lub, co bardziej prawdopodobne, nie chcą widzieć), gwałtu dokonywanego regularnie na jednej z dziewczynek. Małomiasteczkowa mentalność powoduje, że Rose marzy o tym, by się stąd wyrwać. W kolejnych opowiadaniach wspomina dzieciństwo, szkołę, studia, małżeństwo, pracę. Trudno niekiedy zorientowac się ile czasu upłynęło między jednym a drugim.

W licznych opisach przeczytać możemy, że jest to książka o dojrzewaniu i próbie odnalezienia swego miejsca w świecie. I tak jest faktycznie. Szkoda tylko, że podane jest to w tak nudnej formie.

To, co najbardziej mnie drażni, to chaotyczna momentami fabuła oraz błędy językowe (zastanawiam się, czy jest to wina tłumacza, korektora czy też samej autorki).

Polecam miłośniczkom książek obyczajowych, powinno się spodobać. Zwłaszcza, że pozycja ta zdobyła nagrodę Nobla. Do mnie nie przemawia, mimo, że książki obyczajowe lubię. I to bardzo.

Zdjęcie0109