Projekt Dzikiej Jabłoni „Przygody z książką” – cz.6

Kolejny spóźniony wpis. Czas tak szybko leci, ze nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Powoli pora już kończyć wpisy w ramach projektu

Print

Lecz „nie dziś jest na to czas” 🙂 Czeka nas bowiem jeszcze jedno spotkanie i spóźniony wpis 🙂

Były już recenzje książek drukowanych i audiobooków. Było o ilustracji. Dzisiaj chciałabym jednak trochę powspominać. Przenieść się do lat dziecięcych.

Już jako mała dziewczynka uważałam, że książka to mój najlepszy przyjaciel. Jesień i zima nie kojarzyły mi się z radosnym skakaniem po kałużach czy zjeżdżaniem z górki na sankach, lecz z długimi wieczorami, podczas których mogłam w spokoju oddać się największej przyjemności. A że dodatkowo byłam chorowita, to nikt mnie na siłę nie „wypędzał” na dwór. 🙂

Moi rodzice zawsze dbali by rozbudzać w nas miłość do książek. Miałam kilka ulubionych. Takich, do których wracałam bardzo często. Niekiedy tak często, że trafiały w ręce introligatora by dalej cieszyć małą dziewczynkę.

Taką najbardziej zaczytaną książką były dla mnie „Baśnie” Andersena. Do dziś je uwielbiam. Mają w sobie coś niesamowitego. Coś, co nie pozwalało mi postać obojętną na losy „Dziewczynki z zapałkami”, „Małej Syrenki”, „Stokrotki”, „Choinki”. To coś kazało mi wciąż wracać do „Pięciu ziarenek fasoli” czy „Calineczki”. Współczuć bohaterce „Czerwonych trzewików” oraz „Dziewczynie, która podeptała chleb”. Płakałam, śmiałam się, trzymałam małe kciuki za dobre zakończenie (co u Andersena takie oczywiste nie jest). Przeżywałam je na właściwy sobie sposób. I to nie tylko ze względu na treść. Miałam dwie książki tego autora. Jedna z nich to

Zdjęcie0301

Z mało ciekawymi, jak dla mnie, ilustracjami. Były one nudne dla małej dziewczynki. Takie dwukolorowe z mało realnymi postaciami, które przypominały bardziej jakieś ely niż ludzi.

Zdjęcie0300

Druga wersja, ta ulubiona, była ilustrowana przez J. M. Szancera. Ilustracje te były uzupełnieniem baśniowego świata. Nic tu nie wydawało się przypadkowe. Przypominały mi dzieła sztuki w minaiturze. I nie tylko te barwne. Nawet te czarno biały mają w sobie magiczną moc.

Zdjęcie0295 Zdjęcie0303  Zdjęcie0294 Zdjęcie0293

Inna książka, która kojarzy mi się ze szczęśliwym dzieciństwem to ‚Klechdy Sezamowe”. Niestety, o ile oba zbiory „Baśni” Andersena posiadam do dziś, to ta pozycja nie przetrwała próby czasu. Nawet nie pamiętam dlaczego. Bo była to jedna z pierwszych książek, które pamiętam. Miałam z nią kontakt gdy jeszcze sama nie potrafiłam czytać. O Aladynie, Ali Babie czy Parasadzie czytali mi rodzice do snu. Aż dziw bierze, że wciąż to pamiętam. I choć jestem pewna, że nie była to jedyna czytana przez nich książka, to jednak tylko tę pamiętam.

klechdy

Zresztą w ogóle byłam „baśniowym dzieckiem”. Rozczytywalam się w nich do tego stopnia, że niektóre znałam dosłownie na pamięć. Nawet jeśli nie całe, to znaczne ich fragmenty. Jedną z takich ulubionych była „Piękna i Bestia”. I oczywiście nie wersja Disney’a. Nie jestem niestety w stanie przypomnieć sobie komu przypisywano jej autorstwo. Nie miałam tej książki w domu lecz często ją wyporzyczałam. Nie zwracałam więc wtedy uwagi na takie „drobiazgi”. Bohaterka tej baśni była jednak moją ulubienicą. Urzekło mnie jej poświęcenie by ratować ojca. Poza tym opowieść ta uczy bardzo ważnej prawdy, aby nie oceniać ludzi po tym, jak wyglądają. Bo to, co najpiękniejsze ukryte jest w środku. Niekiedy bardzo, bardzo głęboko. I nie zawsze to dostrzegamy.

Bella

Kolejną ważną dla mnie pozycją była już nie baśń, lecz legenda spisana przez Polaka-Indianina znanego jako Sat-Okh. Ten pierwszy kontakt z wierzeniami Indiańskimi procentował bardzo szybko. Zaczęłam sięgać po inne pozycje tego autora. Zwłaszcza, że już nie byłam takim małym dzieckiem. W głębi serca marzyłam, by być wodzem Indian. Miałam bardzo romantyczne wyobrażenie o tym, jak teraz żyją. Chciałam poznać nie tylko ich wierzenia, ale również historię i kulturę.

Sat Okh

Chciałabym opisać jeszcze jedną książkę, która wywarła wielki wpływ na moje dzieciństwo. Chodzi mi o lekturę „O psie, który jeździł koleją”. Ileż to łez wylałam czytając o przygodach Lampo.

Zdjęcie0302

No dobrze, koniec na dziś. Mam nadzieję, że nie zanudziłam nikogo i dobrneliście do końca 🙂

Reklamy

One thought on “Projekt Dzikiej Jabłoni „Przygody z książką” – cz.6

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s