Projekt Dzikiej Jabłoni cz 5

Na samym początku chciałam gorąco przeprosić wszystkich za nieobecność. Zwłaszcza wtedy, gdy powinnam publikować posty w ramach projektu Dzikiej Jabłoni, do którego zgłosiłam niniejszy blog.

Aby więc nie tracić czasu, przejdę od razu do rzeczy i zacznę nadrabiać zaległości.To już nasze piąte spotkanie w ramach projektu

Print

Chciałabym poruszyć dzisiaj temat, który dla mnie jest bardzo ważny. Mianowicie ilustracje. Każdy z nas, wybierając jakąś pozycję, czymś się kieruje. Wydawnictwem, treścią, autorem, ilustracjami, czcionką. Ważne jest to, do kogo książka ma trafić. Tak, wiem. Wiele osób kupuje w ciemno. To, co polecają inni, co jest modne. Nie zgłębiają się czy treść jest odpowiednia do wieku dziecka. A już najmniej zwracają uwagi na ilustracje, które mają być jedynie „uzupełnieniem”, czymś mało znaczącym. Czymś, dzięki czemu można rozróżnić książkę dla dzieci od tej dla dorosłych.

Mam nadzieję jednak, że wśród was nie ma aż tak wielkiej ignorancji. Bo nawet jeśli do tej pory nie zwracaliście uwagi na to, co obok treści zawiera wybrana przez Was książka, to jednak nie wybraliście „pierwszej lepszej”.

Już jako dziecko zwracałam uwagę na obrazki. Nie musiałam znać ich autorów, wystarczyło to, że były barwne, w odpowiedniej tonacji, przedstawiające postaci najbardziej zbliżone do tych jakimi są w rzeczywistości. Nie lubiłam karykatur, ilustracji zbyt ciemnych, zbyt jaskrawych lub jednokolorowych (chyba, że czarno-białe lub niebiesko-białe).

Moim absolutnym numerem 1 były ilustracje do moich ukochanych „Baśni” H.Ch Andersena autorstwa Szancera.

Zdjęcie0295

Było w nich, i według mnie wciąż jest, coś wyjątkowego. Przemawiały do mnie nie mniej niż baśnie. Czułam w nich smutek Dziewczynki z zapałkami, dumę Ołowianego Żołnierzyka czy przeraźliwy chłód Królowej Śniegu. Bardzo żałuję, że dzisiaj odchodzi się od takich ilustracji. Wniosły wiele do mego dzieciństwa. Zresztą tego autora ilustracje mogłam podziwiać również w książeczce z wierszami Tuwima.

Ilustracja pełni wiele funkcji. Pomaga przeżywać twórczość, wpływa na rozwój wyobraźni czy uczuć. Wprowadza również dziecko w świat sztuki.

Co sprawia, że dziecko zachwyca się ilustracjami bądź wręcz od nich stroni? Przede wszystkim powinny poruszać to, co dziecku jest bliskie, co jest dla niego ważne. Nie bez znaczenia jest więc wiek dziecka. Inaczej obraz odbierają maluszki, a inaczej starsze dzieci, młodzież czy dorośli. Im dziecko młodsze, tym bardziej kolory powinny być nasycone. Jak najmniej powinno być w nich szarości i barw brunatnych. Wiadomo jednak, że ulubiony kolor zmienia się z wiekiem. Podobno aż do 14 roku życia dzieci wolą ilustracje, których forma jest wyraźnie zaznaczona, a kontury zwarte.

Zdjęcie0294

Początkowo, mniej więcej do 5 roku zycia, dzieci zwracają uwagę na wyraźne kontury, małą ilość elementów, czyste i jasne barwy, wyraźną mimikę oraz pogodny nastrój który wyczytać mogą z ilustracji.

Stopniowo jednak ich odbiór obrazu się zmienia. Szukają w nim zgodności z rzeczywistością. Chyba, że sa to n.p baśnie. Zwracają uwagę na barwy ciepłe. Z czasem (około 10 roku życia) przyćmione. Wyrazistość jest wciąż ważna, choć nie tak bardzo jak dla dzieci młodszych.

Zdjęcie0293

Nie bez znaczenia pozostaje również fragment tekstu, który jest zilustrowany. Dla małych dzieci ważne jest, aby dotyczył on uczuć. Nieco starsze oczekują jakiegoś ważnego momentu.

Niestety, przeglądając książki w księgarniach czy bibliotekach nie trudno zauważyć, że te zasady są całkowicie obce niektórym wydawnictwom. Przykładem może być Kitty, która nie ma ust, czy choćby słynny Pan Pierdziołka. Mam nadzieję jednak, że to się zmieni i znowu będziemy mogli dzieła sztuki w miniaturze.

Na zakończenie przedstwiam dwie ilustracje do tej samej baśni. Obie dwukolorowe. Która z nich bardziej do was przemawia?

Zdjęcie0300 Zdjęcie0303

Reklamy

2 thoughts on “Projekt Dzikiej Jabłoni cz 5

  1. Ciekawy wątek! Też uwielbiałam Andersena, ale miałam wydanie 3-tomowe, którego ilustracji trochę się bałam. O ile w pierwszym były ilustracje Stannego, bardzo sugestywne, wyjątkowo zapadające w pamięć, po ten tom sięgałam najczęściej, to część druga i trzecia przyprawiały mnie o dreszcze. Jakieś czaszki, groby, bodajże autorstwa A. strumiłło, sprawiały, że bałam się nieźle 😉 A te ilustracje przez Ciebie pokazane na końcu wpisu też znam, Szancera uwielbiałam!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s